9 czerwca 2015

Wielkie miasto

Ostatnio strasznie dużo podróżuję. Nie wiem czym jest to spowodowane. Może tym, że tak naprawdę nigdy nigdzie nie jeżdżę. Moim ostatnim celem była Warszawa. Nie byłaś nigdy w naszej stolicy? Nie, to był mój pierwszy raz. Byłam zmuszona jechać autokarem, za czym trochę nie przepadam. Jednak jazda szybko minęła. Pierwsze wrażenie? Niezbyt dobre. Nie podobało mi się połączenie nowej architektury ze starymi budynkami. Uważam, że jeśli chce się coś budować to już w jednym stylu. Ale mniejsza. Na początku wstąpiłyśmy z mamą do złotych tarasów, które są naprawdę ogromne. Nie ma co porównywać do naszego Focusa. Po krótkich zakupach udałyśmy się do apartamentu. Nie znając ani trochę okolicy myślę, że raczej dobrze sobie poradziłyśmy. Naszym pierwszym celem było Muzeum Powstania Warszawskiego. Jako że interesuję się trochę okresem I i II wojny, była to dla mnie ciekawa atrakcja. Dowiedziałyśmy się, że o godzinie 21:30 w parku fontann odbywa się pokaz. Czemu by się nie wybrać? Przy okazji zwiedziłyśmy pół miasta. Nawet z mapą bardzo łatwo było się zgubić. Przechodziłyśmy przez wiele parków, uliczek, aż w końcu dotarłyśmy na Stare Miasto. Całkiem mi się podobało. Do parku było jeszcze daleko, a nogi już bolały. W przerwie udałyśmy się na przepyszne lody o smaku kasztanowym. Park fontann był niesamowity, o czym świadczyła również ilość zebranych osób. Powrót do apartamentu nie był wcale też taki szybki. Na miejscu byłyśmy ok 23. Kolejny dzień w połowie przeznaczony była na spacer po Łazienkach Królewskich. Pogoda dopisywała, bardzo miło mi się spacerowało wśród zieleni i śpiewu ptaków. Później nie wiedziałyśmy co robić, więc naszym kolejnym celem było planetarium. Pamiętając o wrażeniach zeszłego wieczoru, powtórzyłyśmy je. Różnica była tylko taka, że oglądałyśmy widowisko z innej strony i lepiej było wszystko widać. Kolejny dzień minął. A teraz wyjazd. Musiałam pożegnać się z Warszawą, oby nie na długo :)














xxx
J.

7 czerwca 2015

Marzenia? Do spełnienia

To już minął tydzień? Nie wierzę. Tydzień od koncertu mojego życia a ja jeszcze nie podzieliłam się swoimi przeżyciami.  Przepraszam. Ciężko mi było zabrać się za cokolwiek, ponieważ dopadło mnie małe przeziębienie. Przez pierwsze trzy dni tygodnia myślałam że nie dam rady się wyleczyć, a musiałam.  Nie miał sensu kolejny wyjazd, jeśli nie miałam siły normalnie funkcjonować. Ale żyję i już wracam. W sumie nie wiem od czego zacząć, ale najpierw opiszę koncert.  Wstać ok 8 w weekend to nie lada wyzwanie, ale to się nie liczyło. Liczyło się tylko to że o 9:30 będę siedziała w samochodzie w drodze do Poznania z dwiema niesamowitymi osóbkami. Ale super. Droga przebiegała spokojnie,  w milym towarzystwie, przy pogadankach i swietnym nastroju nas wszystkich. Szybko dojechałyśmy, w końcu Bydgoszcz i Poznań to nie są dwa końce świata. Trzeba było jeszcze coś zjeść, bo od cen jedzenia na festiwalach boli głowa. Przy arenie była przytulna restauracja, poszłyśmy coś przekąsić. Po zjedzeniu naprawdę obfitego posiłku udałyśmy się w kierunku hali. Doznałam wielkiego szoku, kolejka była niewyobrażalnie długa. Na szczęście okazało się że osoby z bieltem Golden, czyli takim jak my wchodzą osobną kolejką. Po chwili doszła do nas Olga. Musiałyśmy jeszcze chwilę poczekać, bo jak to bywa zawsze- małe opóźnienie musi być. Warto było czekać. W wejściu dostałyśmy opaski na rękę i mogłyśmy jeszcze godzinę swobodnie pochodzić po arenie. A co my? Pobiegłyśmy robić sobie zdjęcia z osobami z YouTube, którzy byli ambasadorami. W efekcie czego zrobiłam sobie zdjęcia z dwoma osobami- Stuu i Cyber Marianem. Koncert się zaczął. Na początku nikt, kogo lubiłam nie śpiewał, więc trochę się nudziłam. Stałam przy bramkach czekając na jakąś gwiazdę,  by zrobić sobie z nią zdjecie. Niestety już tyle szczęścia nie miałam. Po jakimś czasie zaczęli występować najlepsi wykonawcy,  byłam pod wrażeniem. Nie sądziłam, że mogą oni śpiewać aż tak dobrze na żywo. Nadszedł czas żeby odjechać. Był to bardzo smutny moment,  jednak wiedziałam, że i tak już nic nie zrobię. Skończyło się. Cały dzień minął w ułamku sekundy. Tyle się działo.   Do teraz jestem pod wielkim wrażeniem. Dziękuję wszystkim za udany dzień 💓


xxx
J.



29 maja 2015

Spontaniczność

wcale nie chodzi mi o jakieś: o, dzisiaj pojadę sobie na miasto, spotkam się ze znajomymi, miło spędzę czas. Nie. Oczywiście to też jest pewien rodzaj spontaniczności, bo z definicji jest ona czymś nagłym, bez przygotowania. Myślę, że odgrywa dużą rolę w naszym życiu, co chwile musimy podejmować jakieś decyzje, a nie zawsze mamy czas aby je dokładnie przemyśleć. Czy to jest złe? Chyba nie, a przynajmniej mam taką nadzieję. Mi zawsze jakoś udawały się spontaniczne wyjazdy na wakacje, jak np w zeszłym roku. Była to na pewno niezła przygoda, mieliśmy tak mało czasu żeby się przygotować, a i tak było świetnie.W tym tygodniu również zdarzyło się coś, o czym w ogóle nie marzyłam, nie myślałam, że jest możliwe. Otóż moja przyjaciółka Agata podzieliła się ze mną informacją, że wybiera się na Young Stars Festival. Pomyślałam, że natrafiła na duże szczęście. Już rok temu chciałam jechać na to wydarzenie, ale niestety nie miałam z kim. Wiedziałam już wcześniej, że kilka osób jak Olga i Zuzia jadą. Dziewczyny chciały, żebym z nimi pojechała. Powiedziałam, że ok, ale wiedziałam że się nie uda. Jak zawsze moje pesymistyczne nastawienie do życia. Było wtedy bodajże z 5 dni przed koncertem, bilety były wykupione, nie miałam z kim jechać ani wracać. Nagle oczywiście, jak to u mnie często bywa- ogromny obrót wydarzeń. Znalazłam bilet do odkupienia, a zabrać mnie miała mama Oli, jako że Ola również się wybierała na imprezę. Nie dociera to do mnie do teraz, że już jutro czeka mnie koncert życia. Jak widać jestem w tym przypadku żywym przykładem szczęścia i udanej spontaniczności. Wam również życzę spełniania swoich marzeń, bez względu co staje na drodze i przede wszystkim nie poddawania się!








xxx
J.

25 maja 2015

View

Znowu zacznę od pogody, bo nie mogę się nią nacieszyć. Chciałabym wyjść na dwór, posiedzieć w ogródku. Nie ma opcji, jest koniec roku. Przytłacza mnie, to że muszę siedzieć w moim małym, ciasnym pokoiku, gdy cała moja rodzina wyjechała na piknik. Jestem raczej ambitną osobą, dlatego siedzę całe dnie nad książkami, bo chcę zawsze wypaść jak najlepiej. Cała ja.. Staram się czasami sobie odpuszczać ale mi nie wychodzi. Ostatnio bardzo mało śpię, tylko po 6 godzin. Te wszystkie czynniki wpłynęły na to, że już jestem na skraju wytrzymałości. Tak bardzo nie mogę się doczekać wakacji, jeszcze tylko 32 dni. Nie mam nic specjalnego zaplanowane, wiem na razie, że w długi czerwcowy weekend wyjeżdżam do naszej stolicy. To trochę dziwne, ale jeszcze ani razu tam nie byłam. Wiem, że ten post nie był za ciekawy. W najbliższym czasie postaram się wymyślić coś ciekawego. Życzę powodzenia wszystkim w  końcowych sprawdzianach :)






xxx
J.

20 maja 2015

Carpe Diem

Słońce, plaża, lekki wiatr, palmy...  Fajnie nie? Wakacje coraz bliżej, chociaż może jeszcze tego tak nie czuć. Godzina 6:20 jak co dzień słychać dźwięk budzika. W sumie coś chyba za wcześnie dzwoni. No tak, dzisiaj wycieczka klasowa. Od taka spontaniczna jednodniowa wyprawa. Fakt, że nie będzie tam ani plaży ani palm już trochę smuci. Ale nie można niczego od razu przekreślać, może nie będzie tak źle. 7:00 świetnie jeszcze się spóźnię na zbiórkę, a tak w ogóle to gdzie ona miała być? Jako że nie jestem porannym człowiekiem mój mózg o tej godzinie jeszcze nie pracuje nawet w 10% Nie zdziwiłbym się gdybym czegoś zapomniała. Uff na szczęście wszystko jest i klasa jeszcze nie odjechała, udało się. Autokar nie jest luksusem, można sobie tylko wyobrazić jaka to piękna limuzyna po nas przyjechała. Kurcze, chyba tylko ja jestem zmęczona i chcę spać. Oka zmrużyć się nie da, wszyscy zachowują się jak dzieci.. Przedszkolne. Ale coś trzeba przetrwać te 1,5 godziny jazdy, nie będzie źle. Chyba. W pewnym momencie zażartowałam, że jesteśmy już na miejscu. To nie był żart jak się po chwili dowiedziałam. Miejsce okej, dużo zieleni i koni, dam radę, nie będę tylko marudzić. Ale super, idziemy do lasu na podchody. Zadania są po hiszpańsku, tego można było się spodziewać. W sumie fajnie, może dowiem się czegoś nowego. Nogi bolą, dlaczego musi być tutaj tyle górek i pagórków. Moja drużyna przegrała, trudno. Teraz trzeba wrócić z powrotem do ośrodka, jeszcze raz ta sama droga. Teraz będzie fajnie, pojedziemy na koniach, co prawda nie umiem ale spróbować można. Całkiem to fajne. O, ognisko! Będą kiełbaski i chleb, obym tylko niczego nie spaliła. Zjemy i jedziemy. Trochę szkoda,  w sumie nie najgorzej tu. Staraj się dostrzegać plusy Julka. Może w końcu teraz zasnę. W życiu. Porozmawiam przynajmniej ze znajomymi, trochę lepiej ich poznam, w końcu po to jest ta wycieczka. Dotarliśmy do domu, nareszcie. Caly dzien poza domem. Trzeba jeszcze dojechać z centrum na osiedle. Tramwaj mi uciekł, jaka szkoda, że następny dopiero za 20 minut. Jestem w moim domu, moim pokoju, na moim łóżku. Jest idealnie... Prawie. Przecież jutro szkoła. Czas się pouczyć. Wycieczki jednak są trochę fajne.


xxx 
J.