Ostatnio strasznie dużo podróżuję. Nie wiem czym jest to spowodowane. Może tym, że tak naprawdę nigdy nigdzie nie jeżdżę. Moim ostatnim celem była Warszawa. Nie byłaś nigdy w naszej stolicy? Nie, to był mój pierwszy raz. Byłam zmuszona jechać autokarem, za czym trochę nie przepadam. Jednak jazda szybko minęła. Pierwsze wrażenie? Niezbyt dobre. Nie podobało mi się połączenie nowej architektury ze starymi budynkami. Uważam, że jeśli chce się coś budować to już w jednym stylu. Ale mniejsza. Na początku wstąpiłyśmy z mamą do złotych tarasów, które są naprawdę ogromne. Nie ma co porównywać do naszego Focusa. Po krótkich zakupach udałyśmy się do apartamentu. Nie znając ani trochę okolicy myślę, że raczej dobrze sobie poradziłyśmy. Naszym pierwszym celem było Muzeum Powstania Warszawskiego. Jako że interesuję się trochę okresem I i II wojny, była to dla mnie ciekawa atrakcja. Dowiedziałyśmy się, że o godzinie 21:30 w parku fontann odbywa się pokaz. Czemu by się nie wybrać? Przy okazji zwiedziłyśmy pół miasta. Nawet z mapą bardzo łatwo było się zgubić. Przechodziłyśmy przez wiele parków, uliczek, aż w końcu dotarłyśmy na Stare Miasto. Całkiem mi się podobało. Do parku było jeszcze daleko, a nogi już bolały. W przerwie udałyśmy się na przepyszne lody o smaku kasztanowym. Park fontann był niesamowity, o czym świadczyła również ilość zebranych osób. Powrót do apartamentu nie był wcale też taki szybki. Na miejscu byłyśmy ok 23. Kolejny dzień w połowie przeznaczony była na spacer po Łazienkach Królewskich. Pogoda dopisywała, bardzo miło mi się spacerowało wśród zieleni i śpiewu ptaków. Później nie wiedziałyśmy co robić, więc naszym kolejnym celem było planetarium. Pamiętając o wrażeniach zeszłego wieczoru, powtórzyłyśmy je. Różnica była tylko taka, że oglądałyśmy widowisko z innej strony i lepiej było wszystko widać. Kolejny dzień minął. A teraz wyjazd. Musiałam pożegnać się z Warszawą, oby nie na długo :)
xxx
J.